niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 22

Na wstępie przepraszam, że kilka sekund temu usunęłam dodany już rozdział, ale coś popsuło się z czcionką i wyglądało co najmniej dziwnie.
Także znowu napiszę pokrótce kilka ogłoszeń parafialnych. :)
-Nowy rozdział na tym blogu pojawi się w piątek (17 stycznia).
-Cieszę się, że poprzedni rozdział tak Was zadziwił. To właśnie miał na celu. :)
-Nie zapomnijcie skomentować, gdy przeczytacie.
_________________________________________________________


Otworzyłam oczy, lekko przecierając zaspane powieki. Moje spojrzenie spotkało się z sufitem, gdy w pomieszczeniu rozległ się donośny dźwięk, który przytłumił denerwujące ‘’pikanie’’ jakiejś aparatury.
-Obudziła się, obudziła! – usłyszałam głos matki.
Popatrzyłam w stronę ukochanej kobiety patrząc na jej czerwone, zapłakane oczy.
-Gdzie ja jestem? – wyjąknęłam bezsilnie.
-W szpitalu, Ley. – odpowiedziała przejeżdżając ręką po moim czole, co spowodowało ogromny ból i ucisk w głowie.
-Boli… - jęknęłam.
-Wiem. – matka od razu zabrała rękę z mojej głowy.
Do sali wpadł łysy, wysoki mężczyzna w kitlu, z okularami opadłymi prawie na czubek nosa.
-Obudziła się? – spytał patrząc na matkę. – Masz wiele szczęście… - zwrócił się do mnie. – Złamanie nie jest otwarte, a wręcz bardzo lekkie, więc będziesz w gipsie tylko 3 tygodnie.
-Świetna wiadomość. – matka uśmiechnęła się przez łzy.
Lekarz opuścił pomieszczenie.
-Przepraszam, mamo. – jęknęłam.
Rodzicielka usiadła na krześle obok, po czym głośno westchnęła, układając twarz w dłoniach.
Korzystając z chwili ciszy postanowiłam rozejrzeć się dookoła, by dokładnie zobaczyć moje miejsce spoczynku. Zaczęłam od prawej strony, gdzie łóżko i ścianę dzieliła jedynie duża maszyna, z której wydobywał się dźwięk równego, jednostajnego ‘’pikania’’ oraz kroplówka, do której byłam podłączona. Następnie moje spojrzenie napotkało matkę siedzącą zaraz przy urządzeniu, a później szafki. Na kolejnej ścianie widniały szklane drzwi. Dzięki ich szybie mogłam zauważyć wszystko co działo się na korytarzu – mnóstwo krzątających się ludzi w fartuchach i bez fartuchów, biegających z papierami, jeżdżących na wózkach, chorych i zdrowych, dzieci, nastolatków i dorosłych. Następnie przeniosłam wzrok na kolejną ścianę, która była pusta, jednak nie zupełnie. Zauważyłam opierającego się o nią szatyna z lokami na głowie. Zobaczenie jego twarzy nie było możliwe, gdyż spuszczona była w dół, jednak od razu poznałam go po sylwetce – był to Harry. Nie miałam pewności czy płakał czy po prostu nie miał odwagi spojrzeć na mnie. Gęste loki zasłaniały jego zielone oczy, które kiedyś świeciły dla mnie pięknym blaskiem.
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że nie znałam nawet daty, gdyż ostatnie co pamiętam to upadek wzdłuż chodnika, mocno stłucone kolano (które teraz znajduje się w ociężałym gipsie) jak i mocne uderzenie czymś twardym o głowę.
Gwałtownie odwróciłam się, by zadać zmęczonej rodzicielce pytanie.
-Mamo, jak się tu znalazłam? – spytałam, choć dobrze pamiętałam ostatnie wydarzenia z tego dnia.
-Spytaj Harry’ego. – matka podniosła schowaną do tych czas twarz, dokładnie ogarniając wzrokiem sylwetkę chłopaka. Także spojrzałam na Zielonookiego, który podniósł zapłakane, zaczerwienione oczy. Jego usta od razu rozchyliły się w niepewności.
-No… - pogoniła go moja matka.
Loczek nie odpowiadając udał się do wyjścia, następnie szarpnął za klamkę szklanych drzwi, trzaskając nimi na pożegnanie.
-Mówiłam ci, to nie jest odpowiedni chłopak dla ciebie. – ukochana kobieta jednym zdaniem skomentowała zachowanie nastolatka.
Nie wiedziałam co powinnam odpowiedzieć. Złapałam się za głowę, dłońmi wyczuwając, że obwiązana jest bandażem. Każdy nawet lekki dotyk powodował duży ból.
-Przyniosę ci coś do picia. – matka uniosła się z wielkim trudem, zostawiając mnie samą.
Nadal nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę się stało. Zachowanie Harry’ego tamtego wieczoru było niewyobrażalne. Obawiam się, że zobaczyłam coś, czego nie powinnam była widzieć.

9 komentarzy:

  1. Dobra - chyba nie skomentowałam poprzedniego rozdziału, więc od razu mówię, że przepraszam za to :( Na szczęście nadrobiłam wszystko i jestem :) Trochę krótki, ale równie ważny, jak te dłuższe! Nie mogę uwierzyć w to, że Harry przez nią płakał :O A taki bad boy się wydawał... Jej matka do idiotka! Harry jest milion razy lepszy od swojego ojca, a tak skomentowała jego zachowanie. Nie widziała, że chłopak przejął się wszystkim? -.- Sama nie jest lepsza, bo umawia się z sukinsynem, który ma romans z jakąś małolatą!! Nie mogę doczekać się następnego rozdziału *.* Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wierzę, że Styles aż tak bardzo się martwił. A potem co? Tak po prostu sobie wyszedł. Jej matka wcale nie lepsza. Czepia się tylko. Przecież ma oczy. ;o

    Czekam na kolejny. ;)
    http://used-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Yyyy co on tak wyszedł!??? Omg. KIM ON JEST tak naprawde??? Najpierw udaje miłego i słodkiego a później okazuje się być... jakiś nie normalny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Harry się martwi (Mi sie wydaje że Harry się zakochał w Hayley ) ale to dziwne że on nagle wyszedł ... Ale rozdział świetny <3 Zresztą jak zawsze :*
    @Minkaaa6

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlaczego tak krótko? >płaczę<. :c Oj Harry, Harry trudno Cię rozgryść. Szkoda mi Ley... I słowa jej matki, że Harry nie jest odpowiednim chłopakiem dla niej, wrr! A może by tak odrobinę wsparcia?! Ogólnie ciekawy rozdział, czekam na następny. :*xx

    OdpowiedzUsuń
  6. No ale Hazza jest taki słodki! Jak go tu nie kochać? ;c

    OdpowiedzUsuń
  7. No okeey... Rozdział jak zwykle napisany genialnie. Ale mam problem z powiedzeniem czegoś więcej o nim. Jest... przeciętny, nie żadne "Wow!!". Także dupy nie urywa, ale i tak jest boski!! Wszytko, co piszesz jest boskie <3 Już nie mogę doczekać się tego kolejnego rozdziału. Naprawdę, bardzo się cieszę, że znalazłam Twojego bloga/ Twój blog [nie wiem, jak jest poprawnie xD] ;D

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K