piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 23

Dwudziestka trójka to moja szczęśliwa liczba, ale chyba nie w tym rozdziale...
Kolejny niewypał. :(
Po za tym witam Was po długiej przerwie. :)
Jak zawsze w weekendy rozdziały pojawiać będą się od piątku do niedzieli codziennie.
A więc zaczynamy krótkim, ale dość ważnym rozdziałem...
_______________________________________________



Długo zajęło mi zdanie sobie sprawy z tego jak moje życie zmieniło się w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Kiedyś codzienność ciągnęła się w nieskończoność na chodzeniu do szkoły, odrabianiu zadań domowych i nauce. Wszystko zmieniło się bardzo gwałtownie i… niespokojnie. Matka twierdzi, że powinnam powrócić do tego co było – przejrzeć na oczy, zacząć się edukować, a przede wszystkim dać sobie spokój z Harrym. Najgorsze było to, że zamiast wspierać mnie, również zmieniła swoje życie. Zaczęła palić, chodzić na spotkania, imprezy, od czasu do czasu (jednak rzadko) wracała do domu pijana, nie mając interesu z tego, że nie mogę w pełni normalnie funkcjonować.
Całymi dniami leżałam w łóżku, mimo że moja noga nie była już w gipsie. Wszystko dobrze się zrosło, jednak chodzeniu towarzyszył duży ból. Do tego nikt mnie nie odwiedzał, wszyscy przestali się mną interesować, byłam jednak pewna, że Zielonooki przyszedłby do mnie, gdyby nie matka, która cały czas wypomina mu cały wypadek.
-Ley, nie poradzisz sobie sama, prawda? – rodzicielka stała przed lustrem umieszczonym w moim pokoju, poprawiając makijaż.
Uważała, że psychologiczny podstęp sprawi, że uda jej się opuścić dom.
-Nie. – odrzekłam krótko.
Westchnęła głośno, myśląc, że tym sposobem wywoła u mnie żal i współczucie, a także, że moje sumienie nie wytrzyma presji zadanego przez jej jęknięcie, ciosu.
-Zostanę z tobą… - rzekła skruszonym głosem.
-Gdzie chciałaś iść? – przewidziałam jej zamierzenia.
-W sumie… Bardziej chodzi mi o weekend. – odwróciła się na pięcie, po czym lekko opadła na krzesełko obok toaletki.
-Dokładniej? – sięgnęłam ręką po szklankę wody, unosząc się na łokciach.
-Chciałam pojechać z Desem na małą wycieczkę po za Londyn. – wyjaśniła, dodając do swoich słów mimikę godną biednego, bezdomnego pieska.
-Do Crawley? – burknęłam cicho.
-Słucham? – matka zdawała się nie słyszeć wypowiedzianych przeze mnie słów.
-Nic. – odpowiedziałam pokrótce.
Nie miałam zamiaru wyjawiać matce tajemnicy pana Styles, bo i tak nie uwierzyła by mi. Próbowałam wiele razy nasunąć jej domysły, że dotychczasowy ‘’znajomy’’ ma kogoś, jednak nie zauważała ona moich sygnałów, wręcz przeciwnie robiła się opryskliwa i nieznośna.
-Chcieliśmy wyjechać w piątek. To jak będzie? – rodzicielka nabrała pewności siebie, zbliżając się do mojego łóżka wolnym, opanowanym krokiem.
-Jedź. – odwróciłam wzrok, który wcześniej wbity był w jej umalowaną, różnego rodzaju kosmetykami, twarz.
Kontem oka udało mi się wychwycić uśmiech na jej twarzy. Matka siadła na łóżku obok mnie.
-Wszystko w porządku, kochanie? – spytała, kładąc rękę na moim rozgrzanym czole.
-Tak, ale chciałabym zasnąć. – odepchnęłam jej dłoń gwałtownym ruchem.
-Idę zapalić. – powiedziała, podnosząc się z łóżka.
Wyszła z pokoju po drodze zabierając ze sobą paczkę papierosów, którą zostawiła wcześniej na biurku.
Miałam po uszy wysłuchiwania o jej wypadach z ojcem Harry’ego. Było to ponadto denerwujące i nieciekawe (bynajmniej dla mnie), po za tym przysparzało mnie o ból głowy. Złe myśli krążyły mi przed oczami. Wyobrażenia bezsensownych sytuacji. Co chwilę widziałam przed sobą beztroskiego pana Desa i młodą dziewczynę spędzających miłe popołudnie w kawiarence. Był to okropny obraz, gdyż zaraz po nim pojawiała się wizja mojej matki w objęciach tego samego mężczyzny.
Nie wytrzymałam presji spowodowanej myślami. Szybko złapałam za telefon komórkowy znajdujący się na nocnej półce. Wpisałam odpowiedni numer na klawiaturze urządzenia, po czym z wiekim zwątpieniem i niepewnością wcisnęłam zieloną słuchawkę, przykładając aparat do ucha. Po kilku długich sygnałach usłyszałam znany mi głos:
-Tak?
-Harry? – spytałam dla pewności.
-Hayley. – głos Loczka od razu stał się radośniejszy. –Brakuje mi ciebie.
Słowa chłopaka od razu zaszumiały w mojej obolałej głowie.
-Moja matka wyjeżdża z twoim ojcem na weekend… - zaczęłam, po czym usłyszałam głośne westchnienie chłopaka. –Będę musiała zostać sama w domu, nie radze sobie jeszcze tak dobrze więc…
-Pomogę ci. – przerwał.
-Głupio mi o to prosić, ale jesteś jedyną osobą. – skomentowałam krótko, naciągając na siebie miękką pościel.
-Boisz się? – spytał, w jego głosie słyszeć można było niewinność i chęć naprawy tego co było.
-To nie rozmowa na telefon. – rozłączyłam się.
Jeszcze przez chwile telefon tkwił przy moim uchu. Dopiero po chwili moja ręka z komórką w dłoni przeniosła się na klatkę piersiową. Westchnęłam głośno, a na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech – zrobiłam coś czego jeszcze niedawno żałowałabym.
 

7 komentarzy:

  1. Ciekawie piszesz, naprawdę :) Jednak szkoda, że taki krótki rozdział. Zauważyłam mały błąd, a dokładnie "To nie rozmowa na telefon. Zadzwonię do ciebie.". Jak można zadzwonić do kogoś, skoro to nie jest rozmowa na telefon? No ale mniejsza z tym ;)

    Nie moge się doczekać następnych rozdziałów :)

    A tak przy okazji zapraszam bardzo serdecznie do mnie. http://pod-sila-wiatru.blogspot.com/
    Ledwo co zaczynam, więc jest tylko prolog. Napisz koniecznie, co sądzisz o tym prologu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nooo... Super, jak zwykle z resztą ;) Mówiłam już kiedyś, że kocham sposób w jaki piszesz to opowiadanie?? Jeżeli nie... KOCHAM, JAK PISZESZ TO OPOWIADANIE; JAK DOBIERASZ WYRAZY I ZWROTY!! <3 Genialne opowiadanie, pomysł i ogólnie WSZYTKO PERFEKCYJNE ;D
    Całuski, pozdrowionka i życzę weny (humor mam dobry...) ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem,że nigdyy nie wstawiałam komentarzy ale musisz wiedzieć ,że zawsze z tobą byłam i zawsze czytałam.Przechodząc do tematu.Do ogółem twój blog baaardzo Mi sie podoba i jest jednym z nielicznych które mają świetną fabule.Mam nadzieję że rozdział 24 będzie już w bardzo bliskiej przyszłości.Nie mogę się już doczekać ^.^^.^:)

    unknow-killer-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że jej matka nadal ją rani. Nie może nikogo obwiniać o wypadek, a już na pewno zostawiać jej samej. Dobrze, że Harry nie olał jej i zechciał pomóc. ;)

    http://used-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. O jaaa.. *o* Jakie to jest świetne *-*
    Cudownie piszesz :*
    Czekam na next'a :D
    Kocham ♥

    Zapraszam na nowy rozdział http://and-let-me-kiss-youuu.blogspot.com/2014/01/rozdzia-17.html :)))

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K